Przez ostatnie dwadzieścia lat widzowie kojarzyli ją jako Marię Ziębę w serialu "Na wspólnej". Ale Bożena Dykiel stworzyła wiele niezapomnianych, wybitnych kreacji. Zadebiutowała na ekranie w filmie "Uciec jak najbliżej". Współpracowała z Andrzejem Wajdą, m.in. w "Weselu" i "Ziemi obiecanej". W "Znachorze", serialu "Dom", "Wyjściu awaryjnym" czy filmach Stanisława Barei stworzyła filmowe perełki. Niezależna, znana z ciętego języka, zawsze mówiła to,co myślała, i... zawsze podobała się mężczyznom. Bożenka Dykiel? – to siła, charakter, pewność siebie, energia, trzeźwe patrzenie na świat I..wesołe iskierki w oczach - koledzy z branży odpowiadają zgodnym chórem.
Z serialowym mężem Mieczysławem Hryniewiczem gromadzili przed telewizorami rzesze widzów.
Kiedy w 1968 roku pojawiła się jako studentka na Miodowej od razu wyróżniła się spośród innych dziewczyn! Podczas, gdy jej koleżanki i koledzy z roku, przytłoczeni powagą murów wymarzonej uczelni i surowością profesorów, znanych im dotąd wyłącznie z ekranu, nieśmiało przemykali korytarzami, ustępując nawet tym ze starszych roczników, ona - ze swoimi iskierkami w oczach, od razu stała się duszą towarzystwa i „przywódcą stada”. – Gdzie diabeł nie może, tam Bożenę pośle - żartowano, i choć były na uczelni piękniejsze od niej dziewczyny, wielu chłopaków traciło głowy właśnie dla niej. Uchodziła za świetnego kumpla, miała długie blond włosy i…. fantastycznie zgrabne nogi. - Umiała je eksponować - wzdycha jej kolega z roku.- Nie zdawała sobie nawet sprawy, że my, podkochujący się w niej faceci, snuliśmy się za nią po Warszawie, żeby choć się na te nogi napatrzeć. Nie każdy miał odwagę wyznać jej uczucie, bo choć potrafiła się przyjaźnić, jednocześnie wytwarzała wokół siebie dystans, którym zbyt odważnych trzymała na bezpieczną odległość. Do dziś jest dla nas niejasne, jak to się stało, że to właśnie Krzysiek Wakuliński, skryty i nieśmiały został chłopakiem najfajniejszej dziewczyny na roku - zastanawia się.
Przez całe studia snuli wiele wspólnych marzeń i planów, jednak życie przyniosło swoje rozwiązania, które położyły się cieniem na ich miłości. O Bożenę Dykiel natychmiast upomniał się film. Przemieszczała się z planu na plan: "Wesele", "Trzeba zabić tę miłość", "Janosik", "Ziemia obiecana"- to były filmy, które przyniosły jej wielkie uznanie i popularność. Kiedy ona błyszczała, on tymczasem próbował dopiero odnaleźć swoje miejsce w zawodzie. Gdy w 1974 roku, Bożena Dykiel na scenie Teatru Narodowego mknie na japońskim motocyklu jako niezapomniana Goplana w „Balladynie", odsłaniając swe cudowne nogi w skórzanych długich botkach, Krzysztofa rozpiera duma. Jeszcze są razem, jeszcze próbują ocalić swe uczucie, ale oboje już wiedzą, że podążają różnymi drogami i ten brak czasu, którego nie mają dla siebie, odbija się na ich relacjach. Młodzieńcza miłość nie zawsze bywa cierpliwa, tolerancyjna i wyrozumiała. Bożena pracowała na kilku etatach - w teatrach, filmie, telewizji. Mieszkała u rodziców i zaciskała pasa, żeby zrealizować marzenie o własnym lokum. Uskładała nie tylko na mieszkanie, ale i na malucha, szczyt marzeń w tamtych czasach. Bo taka była. Lubiła wyznaczać sobie cele i osiągać je, nawet kosztem wielu wyrzeczeń. Krzysztof Wakuliński, aktor, który dziś ma za sobą wiele wybitnych kreacji na scenie i w filmie, odnalazł szczęście u boku żony Marii. Bożena Dykiel na planie filmu „Ognie są zawsze żywe” w 1974 roku spotkała kierownika produkcji, Ryszarda Kirejczyka, prawnika z wykształcenia. Zdjęcia kręcono w Paryżu, toteż były romantyczne spacery nad Sekwaną i czerwone wino w przytulnych kafejkach. Po pół roku zamieszkali razem, ale ze strony aktorki była to bardzo rozważna decyzja. Już wiedziała, że chce mieć dzieci, a ojcem musi być mężczyzna mądry, zaradny i odpowiedzialny. -Trzeba poznać kogoś, z kim się nie od razu zajdzie w ciążę, z kim się najpierw pomieszka. Trzeba sprawdzić, czy się ze sobą zgadzamy, gdy jesteśmy razem, czy nam siebie brakuje, gdy jesteśmy osobno, i czy chcemy być na dobre i na złe - wyznała.Oni chcieli.
Bożena Dykiel z mężem Ryszardem Kirejczykiem, który okazał się miłością jej życia.
Na świat przyszły Marysia i Zosia, dziś dorosłe. - Żeby być szczęśliwym, trzeba codziennie nad tym pracować, a o swego mężczyznę każda kobieta musi dbać, jeśli jest tego wart. Mój mąż jest tego wart - powtarzała. Czternaście lat mieszkania w bloku wspomina jako czas zimnych kaloryferów, braku wody i miejsca do parkowania. Budując pierwszy własny dom, przyrzekła sobie, że będzie samowystarczalna. Własna studnia, bojler do grzania wody, piec centralnego ogrzewania i garaż pozwoliły jej na komfort dotrzymania danego sobie słowa. Ale dom to nie tylko mury i wygody. - Ważny jest nie tylko sam dom, ale szczęśliwy dom. Moi rodzice kochali się i szanowali. Wpoili we mnie żelazne zasady postępowania, biorę z nich przykład. Pilnuję, aby moje życie, męża i dzieci było szczęśliwe - powtarza często. A moje marzenie na starość- muszę mieć takie, bo jestem w wieku, w którym czasu ubywa, a nie przybywa - to być sprawną i samowystarczalną, na ile się da - mówiła. I taka była do samego końca, nawet, gdy poważnie zachorowała.
Rodzina była dla niej najważniejsza. Dla córek i wnucząt zrobiłaby wszystko.
Bo przyszedł taki dzień, że jej serce odmówiło posłuszeństwa. Na planie straciła przytomność. – Wiedziałam, że mam wadę serca, ale dalej żyłam jak wariatka. Pamiętam, kręciliśmy "Na Wspólnej" wątek jak to Ziębowie przechodzili małżeński kryzys. Sceny były emocjonalne i trudne. Pracowałam cztery dni w tygodniu po 12 godzin. Wstawałam o 5.30, kończyłam o 19.30. Mój mózg był niedotleniony, bo wadliwa zastawka raz mi się otwierała, raz nie. I któregoś dnia upadłam – wyznała. Ale nie chciała dopuścić o siebie myśli, że to coś poważnego, swoje złe samopoczucie przypisywała przeziębieniu i przemęczeniu. Jednak, gdy udała się do lekarza, ten stanowczo wysłał ją na badania do szpitala kardiologicznego w Aninie.- Tam usłyszałam: jeśli pani chce żyć, musimy wstawić nową zastawkę – wspominała. Operacja była bardzo poważna. W czasie rekonwalescencji aktorka zmieniła swoje podejście do życia. – Już nie jestem tą szaloną Bożenką, która biegnie na tańce, a jutro leci do Barcelony. Dotarło do mnie, że już niewiele muszę - przekonywała. Ale z jej temperamentem trudno było jej tak od razu zmienić radykalnie podejście do życia. Kochała być aktywną, a przede wszystkim uwielbia dalekie egzotyczne podróże, z których nie zamierzała rezygnować. Zbyt spokojne życie najwyraźniej ją nużyło.
Zawsze elegancka i pełna energii, brała życie za rogi.
Najpierw pojawiła się jako gość specjalny w inauguracyjnym odcinku programu „Czar par " , hitu z lat 90- w nowej odsłonie. Nie mogło jej zabraknąć, bowiem w starej wersji to ona była jurorem oceniającym zdolności aktorskie par. Z sentymentu nie mogła odmówić. Zaraz potem zasiadła za stołem jury w programie „Dwójki” , „Najgorszy kucharz”. I tutaj propozycja była zbyt kusząca. Bożena Dykiel znana była ze swoich niedoścignionych talentów kulinarnych. Uwielbia nie tylko gotować , ale i eksperymentować, poznawać nowe smaki. Rok temu ograniczyła zawodowe aktywności. Duchem i wyglądem wciąż młoda, ale organizm wiedział swoje. Choroby w końcu ją pokonały. pozostawiając w smutku wszystkich wielbicieli jej talentu.Idealna żona, matka, babcia, aktywna aktorka i ciekawy świata człowiek- taką ją zapamiętamy.
Bożena Dykiel pozostawiła w smutku rodzinę i rzesze wielbicieli jej talentu.